NewsletterFacebook

Rower góral i na Ural

Latem 2012 roku udałem się do północnej Rosji, a dokładnie na Ural Polarny i tundrę jamalską, aby tam właśnie pojeździć na rowerze! Dlaczego akurat tam? W wielkim skrócie – bo pięknie i ciekawie. I bardzo egzotycznie! Nigdy wcześniej nie podróżowałem w kierunku północnym. Chciałem przekonać się czym tak naprawdę jest tundra, wytarzać się w niej trochę i sprawdzić, czy da się po niej jechać na rowerze. Z kolei Ural Polarny to góry zupełnie dzikie i nagie, bez drzew, jak na pustyni. Uwielbiam pustynie i czułem, że te zielone też przypadną mi do gustu.

Wróciłem z wyprawy piekielnie zmęczony. Ale i szczęśliwy! Już wiem, że pchać się z rowerem w tundrę nie warto. Ale warto było spróbować. I warto było złapać stopa na gąsienicach, żeby dotrzeć nad jezioro Pimisieto i poznać żyjących tam koczowników Jamału – Chantów i Nieńców, zobaczyć ich renifery, a nawet poczuć na sobie niebotyczne ilości komarów. Warto było też przedzierać się rowerem przez dzikie góry, nie tylko żeby się zmęczyć jak nigdy dotąd, ale żeby spróbować surowego lipienia, spędzić noc w kopalni chromu, zobaczyć co promienie słońca wyczyniają z pejzażem i karmić zające ze strażnikiem rezerwatu. Warto było też targać ze sobą wielką dętkę od traktora, bo nie ma to jak na koniec rowerowej wyrypy zrobić sobie kilkudniowy spływ…

Dominik Szmajda